![]() |
|
||
|
Drogie dzieci! Pamiętajcie, żeby dobrze przygotować się na przyjście Świętego Mikołaja! Ten wierszyk troszkę Wam w tym pomoże... Przeczytajcie! CZEKAJĄC NA MIKOŁAJA
Bartek leżąc w łóżku był bardzo przejęty, Chciał
zobaczyć jak Mikołaj podkłada prezenty. Dobrze
wiedział, że szybko sen go jednak zmorzy, Dlatego na dywanie swe autka rozłożył.
-Gdy wszystkie zabawki leżą w bałaganie, Mikołaj
nie przejdzie cichutko, by nie stanąć na nie. Ja
wtedy się obudzę i zobaczę staruszka, Jak
z prezentami przechodzi obok mego łóżka.
Jednak gdy noc nastała, Mikołaj mknął saniami, Obdarowywał
ludzi cudnymi prezentami. Odwiedził
wiele dzieci, lecz nie wszedł do Bartka, Gdyż
miał na podłodze rozrzucone autka. Dlatego
sprzątajcie dzieciaki zabawki z podłogi, Bo
Mikołaj nie chce u was złamać sobie nogi. Mieczysław Kieliński Gdyby ktoś z Was, miał problem z wierszykiem, którym trzeba podziękować Świętemu Mikołajowi... to polecamy np. taki: Mikołaju
Nasz, dobre serce masz
Zapraszamy do rozwiązania zimowej krzyżówki. Z pewnością sobie poradzicie z tymi hasłami. Wszystkie wpisujemy poziomo. Hasło znajdziecie w pogrubionej, środkowej rubryce. 1. Kiedy sypnie z nieba, pola, łąki w mig pobiela 2. Pięknie pachnie, igły nosi, cały rok zielona rośnie 3. Jestem sobie biały Pan i na głowie garnek mam. Nosek mój z marchewki jest. Czy już wiecie kim ja jestem? 4. Grudzień kończy każdy rok. Jaki miesiąc wita go? 5. Szczypie w nosek w rączki też, gdy zapomnisz schować je 6. Raz do roku, w czasie świąt, przy choince śpiewasz ją 7. Święty, który rozdaje prezenty
SOK, 21 grudnia 2010 r.
Przeczytałyście Bajkę o kocie KOLORZE? Stworzyły ja dzieci biorące udział w projekcie „Żyjemy razem” w Białostockim Ośrodku Kultury. Narysujcie, jak według Was wygląda to kocisko. Przynieście prace do Sokólskiego Ośrodka Kultury a my je umieścimy w Okienku malucha, na stronie www.sok.org.pl ZOBACZ BAJKĘ >>> [.jpg] ZOBACZ WIĘCEJ >>> [.jpg]
***
Sen
Oli
„Jabłko
i Banan” Kochany
Banan i Jabłko. To są przyjaciele. Są razem w Bananowym Domku. Do tego
się cieszą, że mogą się bawić. Banan pyta: -
„Jakie zabawy lubisz Jabłuszko?” -
„Lubię się bawić w chowanego” - odpowiedziało Jabłuszko. -
„Super”
„Jabłko,
Banan i Gruszka” Pewnego
dnia Jabłko i Banan spotkali nowego przyjaciela – Gruszkę. Gruszka
nazywała się Ola. Następnego dnia było słonecznie. Banan,
Jabłko i Gruszka bawili się i wszyscy razem się cieszyli. Raz
Banan i Jabłko z Gruszką poszli na targ. Nagle ktoś ich chwycił, gdy właśnie
się opalali. I już znaleźli się w koszyku pana sprzedawcy. Owoce
te kupiła pani Małgorzata. Wszystkie te owoce zaniosła do domu. Pani Małgorzata
zawołała swoją córeczkę Anię: „Zobacz co kupiłam” -
powiedziała mama do córki. Ania
krzyknęła: - „Ja nie chcę tych owoców! Ja nie chcę ich jeść!
One są zaczarowane! Nie obieraj ich mamo!” Ania
zwróciła się do mamy: - „Proszę, powiedz mamo tym owocom, aby się
obudziły i poszły za mną.” Owocki
zaczęły się ruszać i poszły za Anią. Zatrzymały się i patrzyły na
pokój Ani. Ania
zapytała - „Owocki, owocki, czy podoba się Wam mój pokój?” One
odpowiedziały - „Podoba się nam Twój pokój” Dziewczynka
aż się zdziwiła i powiedziała - „Odtąd zostaniecie ze mną na
zawsze”.
Wiersze *** Tulipan
rośnie na trawie też Jak
pyszna słodka wanilia Wanilia
ma kolor też Jak
żółty owoc na drzewie Wiśnie
mają kolor różyczki Różyczka
ma kolce jak igły jeża I
jak kły u dinozaura Dinozaur
ma ogon jak wieloryb brzydki Wieloryb
ma wygląd brzydki I
jest podobny do delfina Który
się smuci Delfin
jest przyjazny człowiekowi Dla
dziecka małego jak ja Oleńka
się nazywam Tak
się może nazywać też autor innej książeczki Np.
Olek też na O niedziela
wieczór 02.11. 2008r. *** Dlaczego? Dlaczego
pada deszcz? Dlaczego
pada śnieg? Dlaczego
wieje wiatr? Dlaczego
spadają liście? Dlaczego
chorują drzewa? Dlaczego
chorują ludzie? Nienormalny
jest ten świat Pełen
marzeń Dlaczego
Bóg stworzył Taki Nienormalny
świat 07.09.2007
r. *** Wierszyk
o wełnie wiła
się wełna wrzeciono
w niej potem
królewna ukłuła
się w nie potem
królewicz pocałował
ją 02.09.2006
r. *** Czy
dzień czy noc Zawsze
kocham Cię Gdy
rosną kwiatki Lub
resztka z nich Nadal
Cię kocham Gdy
kocham Cię To
też reszta kocha mnie Gdy
mówię, że kocham Cię To
wszyscy odpowiedzą mi, Że
też kochają mnie! wrzesień
2008 r. ***
Biedronki Książeczka
dla dzieci to wielka rzecz! W końcu dzieci to najbardziej wymagający
odbiorcy wszelkiej sztuki. Nie każdy pokusiłby się o napisanie wesołego,
zabawnego a na dodatek pouczającego wierszyka dla dzieci. Sokólska
poetka pani Leonarda Szubzda miała niebłahy powód, by zabrać się za
dziecięcą twórczość. Pierszym, najważnijeszym odbiorcą utworu o
tytule „Biedronki” miała być jej wnuczka - Malinka. Wierszyk
powstał! Rymowany tekścik łatwo wpada w ucho i sam maluje w
wyobraźni postacie. Łatwo sobie je wyobrazić...ale przenieś to na
papier!? Tu niezbędna stała się współpraca poetki z dziećmi uczęszczającymi
na zajęcia plastyczne w Sokólskim Ośrodku Kultury prowadzone przez
instruktora plastyki - Ewę Petelczyc. Spotkanie z poetką, wspólne
czytanie wiersza, rozmowa, opowiadanie zaowocowały pięknymi pracami
plastycznymi. Dzieci malowały pastelami - do każdej sceny z wiersza
powstała barwna ilustracja. Aż
milo popatrzeć! Zapraszamy do obejrzenia prac i oczywiście do
przeczytania wiersza. Ps.
Na razie książeczkę „wydano” metodą domową. Istnieje też
w wersji wirtualnej - na stronie SOK. Kto wie..może znajdzie się
sponsor, żeby powstały egzemplarze pachnące farba drukarską?
Biedronki Pierwsza
biedronka miała na imię Amelka Druga
biedronka była od pierwszej mniejsza Trzecia
biedronka lubiła hasać po łące Czwarta
biedronka bardzo kochała zwierzęta Piąta
najmłodsza lubiła piesze wycieczki Mama
biedronka kochała swoje córeczki Dołączone
pliki Książeczka
pt. "Biedronki" w formacie pdf do pobrania.
Bajka
na dobranoc Dzień,
w którym ryby odzyskały swoje kolory, czyli okropna historia Franka Pióropłetwego. Dawno,
dawno temu, dawniej niż potraficie sobie wyobrazić, wszystkie ryby w
morzu były tego samego szarego koloru. Smutnego, nieciekawego szarego
koloru. Nigdzie nie można było dostrzec ani jednej rybki innego koloru -
ani jednej żółtej, ani jednej czerwonej, a już na pewno ani jednej
niebieskiej. Jak
to możliwe? - zapytacie. Właściwie można to nazwać wypadkiem przy
myciu. Albo raczej wypadkiem przy szorowaniu. Albo też, ściśle rzecz
ujmując, był to wypadek przy szorowaniu z użyciem zbyt dużej ilości
mydła. A było to tak: Franek Pióropłetwy, który był bardzo zawadiacką
rybką, po zabawie z kolegami na rybim podwórku (które ludzie nazywają
rafą koralową) wrócił do domu CAŁY brudny! Mama Franka, jak się domyślacie,
nie była zadowolona. Od razu złapała wiadro pełne gorącej wody z mydłem,
by porządnie wyszorować swojego urwisa. Zapomniała
jednak o tym, że to nowe mydło niezwykle skutecznie wszystko wybiela i
ma specjalną formułę usuwającą brud, a więc jest idealne do prania
bardzo zabrudzonych podkoszulek, ale nie do mycia ryb! Po zakończeniu
szorowania, okazało się, jak się pewnie domyślacie, że Frankowi zmyły
się wszystkie kolory! A ponieważ wszystkie ryby pływały w tej samej
wodzie, a mydło było bardzo silne, kolory straciła też mama Franka,
jego bracia, ciotka, sąsiedzi i wiele innych ryb. Nagle okazało się, że
nie ma już żadnej kolorowej całym morzu, wszystkie są szare i niczym
się od siebie nie różnią. Nastały
bardzo smutne i ponure dni i tygodnie. W końcu jednak rybom udało się
odzyskać kolory! Oto jak do tego doszło. Nie, nie, nie przebrały się w
kolorowe kostiumy - po prostu się pomalowały. Franek Pióropłetwy miał
wielkie wyrzuty sumienia z powodu tego, co się stało, bo wiedział, że
to głównie jego wina. Pewnego dnia znalazł na dnie morza mnóstwo
puszek z farbą, które prawdopodobnie wypadły z jakiegoś statku w
czasie burzy. Nie namyślając się długo, Franek cały się pomalował:
twarz - na żółto, płetwy - na czerwono, a resztę - na niebiesko
bardzo szykownie. Tak się to wszystkim rybom spodobało, że też zapragnęły
być znów kolorowe. Na szczęście farb było pod dostatkiem i każdy mógł
się pomalować tak, jak chciał. Po dwóch dniach malowania podwodny świat
stał się jak dawniej, a może nawet jeszcze bardziej kolorowy i wesoły. Na
pamiątkę dnia, w którym odzyskały kolory, ryby obchodzą co roku Dzień
Bez Mycia. Woda w morzach i rzekach jest wtedy szarobura. Tego dnia ryby
nie myją się przez cały dzień i cieszą się ze swoich pięknych barw.
Bajka
o Ciepłym i Puchatym W
pewnym mieście wszyscy byli zdrowi i szczęśliwi. Każdy z jego mieszkańców
rozdawał innym coś, czego coraz bardziej przybywało. Wszyscy swobodnie
obdarowywali się Ciepłym i Puchatym wiedząc, że nigdy go nie
zabraknie. Mamy
dawały Ciepłe i Puchate dzieciom, kiedy wracały do domu; żony i mężowie
wręczali je sobie na powitanie, po powrocie z pracy, przed snem;
nauczyciele rozdawali w szkole, sąsiedzi na ulicy i w sklepie, znajomi
przy każdym spotkaniu; nawet groźny szef w pracy nierzadko sięgał do
swojego woreczka z Ciepłym i Puchatym. Nikt tam nie chorował i nie
umierał, a szczęście i radość mieszkały we wszystkich rodzinach. Pewnego
dnia do miasta sprowadziła się zła czarownica, która żyła ze
sprzedawania ludziom leków i zaklęć przeciw różnym chorobom i nieszczęściom.
Szybko zrozumiała, że nic tu nie zarobi, więc postanowiła działać.
Poszła więc do jednej młodej kobiety i w najgłębszej tajemnicy
powiedziała jej, żeby nie szafowała zbytnio swoim Ciepłym i Puchatym,
bo się skończy i żeby uprzedziła o tym swoich bliskich. Kobieta schowała
swój woreczek głęboko na dno szafy i do tego samego namówiła męża
i dzieci. Stopniowo wiadomość rozeszła się po całym mieście,
ludzie poukrywali Ciepłe i Puchate, gdzie kto mógł. Wkrótce zaczęły
się tam szerzyć choroby i nieszczęścia, coraz więcej ludzi zaczęło
umierać. Czarownica
z początku cieszyła się bardzo: drzwi jej domu na dalekim przedmieściu
nie zamykały się. Lecz wkrótce wyszło na jaw, że specyfiki nie
pomagają i ludzie przychodzili coraz rzadziej. Zaczęła więc sprzedawać
Zimne i Kolczaste, co trochę pomagało, jednak życie ludzi w miasteczku
toczyło się wśród chorób i nieszczęść. I
byłoby tak może do dziś, gdyby do miasta nie przyjechała pewna
kobieta, która nie znała argumentów czarownicy. Zgodnie ze swoimi
zwyczajami zaczęła całymi garściami obdzielać Ciepłym i Puchatym
dzieci i sąsiadów. Z początku ludzie dziwili się i nawet nie bardzo
chcieli przyjmować – bali się, że będą musieli oddać. Ale kto
by upilnował dzieci! Brały, cieszyły się i kiedyś jedno z drugim
powyciągały ze schowków swoje woreczki i znów jak dawniej
zaczęły rozdawać. Jeszcze nie wiemy, czym skończy się ta bajka. Jak będzie dalej, zależ od Ciebie. |
|||
![]() |
|||
|
Serwis internetowy Sokólskiego Ośrodka Kultury © Wszelkie prawa zastrzeżone :: Autorski projekt i wdrożenie serwisu: RonStudio www.ron.pl |
|||